Pole na hałdzie

Pierwsza dziewiątka pola golfowego Srebrne Stawy na Górnym Śląsku to dopiero początek. Już wkrótce w Bytomiu ma powstać pełne 18 dołków. Z Michałem Goli, właścicielem pola, rozmawiamy o dalszych planach i o tym, czy już wkrótce Bytom może stać się kopalnią golfowych talentów. 

Golf&Roll: Po co Panu pole golfowe – biznesowa kalkulacja czy raczej pasja?

Michał Goli: Na pewno połączenie tych dwóch rzeczy. Przede wszystkim zamysł całego projektu był taki, że pole stanie się klamrą spinającą całą inwestycję i ma być częścią większej infrastruktury. Osiedle, które powstaje obok, ma się składać przede wszystkim z obiektów komercyjnych – będą tu sklepy, dom seniora, myśleliśmy o przedszkolu, szkole prywatnej oraz przede wszystkim o dużej liczbie mieszkań. Teren jest bardzo duży i jest tu potencjał na 1200-1300 jednostek mieszkalnych, różnego rodzaju domów. Jest jeszcze jedna istotna rzecz. Mianowicie część tych terenów trudno było zaadaptować pod budownictwo, a wydawały się one idealne pod zieleń. A jak zieleń, to czemu nie pole golfowe, skoro sam od kilkunastu lat gram w golfa.

G&R: Kiedy zrodził się pomysł tej inwestycji?

M. G.: To był rok 2008. Wtedy działaliśmy aktywnie z kolegami z Toyi z Wrocławia, bo projekt zaczynaliśmy robić wspólnie. Ponadto myśleliśmy, że na Górnym Śląsku, gdzie w promieniu 100 km żyją 4 miliony ludzi, jedno pole w Siemianowicach Śląskich to zdecydowanie za mało. Z drugiej strony, był wtedy, myślę o latach 2007-2008 r., duży boom inwestycyjny. Ceny za nieruchomości wciąż rosły i wtedy zapadła decyzja o zakupie tego terenu. I w sumie po 3 latach od tego momentu powstało na tym terenie pierwsze 9 dołków.

G&R: Co dalej? Kiedy powstanie cała osiemnastka?

M. G.: Drugą dziewiątkę chcemy zrobić nieco na innej zasadzie. Te pierwsze dziewięć dołków wybudowaliśmy sami jako firma, na naszym teranie. Miało to pokazać potencjał tego terenu, pokazać mieszkańcom, że na obszarze tak zdewastowanym przez przemysł rodzi się nowe życie. Lokalizacja jest świetna. Pole znajduje się kilkaset metrów od dworca kolejowego. Obok przechodzi linia tramwajowa, jeżdżą autobusy, jest duże osiedle mieszkaniowe. W tej chwili zakładamy, że tę drugą część zrobimy w oparciu o fundusze, które uzyskamy z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska na rekultywację terenów poprzemysłowych. Na tym obszarze póki co wciąż pracuje firma Haldex, która odzyskuje węgiel z kamienia wydobywanego z kopalni. To dzieje się na tyłach naszej pierwszej dziewiątki, jednak potrwa to już niedługo. Kilka tygodni temu robiliśmy w Srebrnych Stawach konferencję prasową dotyczącą rekultywacji terenów poprzemysłowych i wtedy ten plan ogłosiliśmy już oficjalnie. Był tu przedstawiciel Ministerstwa Ochrony Środowiska, był wojewoda, był marszałek, prezydent miasta. Wspólnie postanowiliśmy o utworzeniu stowarzyszenia Bytomski Golf, które będzie zajmowało się kontynuacją naszej pracy i będzie prowadziło pole golfowe. Dzięki temu, że zajmie się tym właśnie stowarzyszenie, tam są pewne ulgi, zwolnienia z podatków itp. Przede wszystkim, ponieważ chcemy, żeby ten teren zdewastowany przejęła od górnictwa gmina, to gmina może pozyskać środki, o których mówię. Jeśli chodzi o prywatnych przedsiębiorców, wciąż jest to sprawa kłopotliwa. Pieniądze można uzyskać na przywracanie terenów zielonych naturze i to chcemy właśnie wykorzystać. W przyszłości pole będzie działać prawdopodobnie w takiej formule, że nasza część pola zostanie wydzierżawiona za niewielką część do stowarzyszenia i to samo stanie się z drugą częścią należącą do gminy. My oczywiście będziemy to dalej prowadzić, sami golfiści nie będą widzieć żadnej różnicy, ale z punktu widzenia finansowego i podatkowego będzie to korzystniejsze. Pracujemy teraz nad całą formułą prawną. W każdym razie takie rozwiązanie pozwoli na to, by pole, które nie jest z reguły najbardziej dochodowym interesem, mogło spokojnie funkcjonować. Nie będzie z niego zysków, a pieniądze z tytułu działalności golfowej pozostaną w stowarzyszeniu i będą mogły zostać przeznaczone na działalność statutową, czyli np. na bezpłatne szkolenie dzieci i młodzieży. Nikt z tego nie będzie brał pieniędzy. Dla nas jako firmy deweloperskiej ważne jest natomiast, żeby to wszystko, co jest dookoła, dobrze się sprzedawało, a – jak wiadomo – pole podnosi prestiż terenu.

G&R: Formuła, o której Pan mówi, wymaga ścisłej współpracy z władzami lokalnymi. Czy było Panu ciężko przekonać je do tego rodzaju przedsięwzięcia? Golf, jak wiemy, budzi nadal obawy i samorządy boją się angażować w projekty związane z „prominenckim” sportem…

M.G.: Bardzo staramy się walczyć z tym stereotypem, który pokutuje w naszym kraju. Także na Śląsku, w Bytomiu, które nie jest najbogatszym miastem i zostało mocno dotknięte w ostatnich latach. Tutaj był dobry węgiel i bardzo duże jego pokłady. Jednak ten cały przemysł kilkanaście lat temu praktycznie się załamał i to spowodowało, że bardzo dużo ludzi straciło pracę. Oczywiście powstaje pytanie, dlaczego ten golf akurat tutaj. Ja zawsze mówię: „A dlaczego nie?”. Tutejsi mieszkańcy to 180 tys. ludzi w samym mieście. Do tego ci, którzy mieszkają w Świętochłowicach, Rudzie Śląskiej czy Zabrzu – ze względu na odległości możemy je traktować jako jedno wielkie miasto. Wracając do pytania, władze lokalne są bardzo zadowolone z tego, co się dzieje, i ściśle z nami współpracują. Nie robią nam żadnych problemów, ale z drugiej strony nie mamy żadnej pomocy, myślę tu o pomocy finansowej, bo techniczną – załatwienie papierów, prowadzenie sprawy – jak najbardziej. Miasto jest po prostu biedne i nie przeznaczy z budżetu żadnej kwoty na zasilanie tego celu. Nawet w przypadku dróg, które są drogami osiedlowymi, większość uzbrojenia musieliśmy wykonać sami. Rozmawiamy z miastem jednak cały czas i dużą nadzieją jest przyszła perspektywa budżetowa na lata 2014-2020. Pani minister Bieńkowska, będąc u nas na konferencji, wyraziła pogląd, że Bytom jest miastem bardzo zdegradowanym i wprowadzony dla niego zostanie specjalny program. Mówi się o kwocie rzędu 105 mln euro, które będą dodatkowymi pieniędzmi na rekultywację terenów poprzemysłowych. My chcemy w tym programie aktywnie uczestniczyć. To są inne pieniądze, o których mówiłem wcześniej, bo tamte pochodzą z Narodowego Funduszu Środowiska. Ten projekt wymaga jednak dużego przygotowania, nie można też mówić od razu, że pieniądze idą na pole golfowe, bo to nie mieści się w zapisach. Zatem staramy się o fundusze na przywracanie naturze terenów zielonych, które później będą mogły być wykorzystane na cele tego pięknego sportu, jakim jest golf.

G&R: Tymczasem na forach internetowych można przeczytać „Znowu wygrali prominenci”, „Mogli przerobić ten teren na park”. Co Pan sądzi o takich opiniach?

M. G.: Pewnie piszą to ci, którzy tu nigdy nie byli. W dzień konferencji zrobiliśmy oficjalne otwarcie 9 dołków, byli golfiści, ale zorganizowaliśmy tak że duży festyn dla ludzi z okolic. W sumie przyszło 2 tys. osób i jestem pewien, że ci wszyscy, co byli, na pewno tak nie piszą. Natomiast, no cóż, jeśli ludzie piszą, że zabraliśmy teren, to mogę odpowiedzieć tylko tyle, że ten teren był totalnie zdegradowany, czarny, brudny. Oczywiście niektórzy ludzie lubią coś takiego, bo można usiąść i zapalić ognisko. Myśmy wprowadzili pewien porządek na tym terenie. Nie chcemy, broń boże, żeby pole było zamknięte. Ma być otwarte dla każdego, oczywiście zgodnie z zasadami gry i bezpieczeństwa. Chcemy również odpowiednio kształtować rozwój tego miejsca. Promujemy pole, mówiąc ludziom, ile kosztuje członkostwo miesięczne. Jeżeli weźmiemy roczną opłatę, którą teraz mamy, i podzielimy ją przez 12 miesięcy, to wychodzi to taniej niż za korzystanie z fitnessu, basenu itp. Także pokazujemy, że to nie jest żadna rozrywka dla prominentów, tylko zwykła gra. Pokazujemy też ludziom przykład sąsiednich Czech, gdzie są podobne problemy górnictwa i dużo terenów pokopalnianych. Jest tam pole zbudowane na terenie pokopalnianym w Karwinie, bardzo piękne, i grają na nim górnicy. Dlaczego skoro na świecie gra 120-150 mln ludzi, tu w Polsce nie mielibyśmy mieć do tego dostępu? Każdy powinien mieć prawo wyboru, szansę. Jeżeli jest pole, driving, to taka szansa jest. Jeśli chodzi o Bytom, ludzie się edukują. My wszystkim wysyłamy ulotki, przekazujemy informację, czym jest golf. Sam jestem zdziwiony, mimo że obawialiśmy się, że będą nam wchodzić, niszczyć greeny, to tego już nie ma. Nikt nie kradnie flag, nie grabi, a nie mamy jakiejś superochrony, zasieków, wielkich ogrodzeń. To, co chciałbym zaznaczyć, że mimo że pole powstało na hałdzie pokopalnianej, to nie ma tu żadnych związków chemicznych. Niektórzy twierdzą, że nam się to wszystko za jakiś czas zapadnie, co jest kolejny mitem. Jesteśmy na terenie kopani, a każdy na Śląsku wie, że tam, gdzie budowało się kopalnie, to w promieni kilkuset metrów od szybu, nie wydobywało się węgla, żeby nie kopać dołków pod samym sobą. Ta kopalnia zresztą działała 20 lat temu, czyli to, co miało osiąść, już dawno osiadło. Mamy natomiast pewien problem z wodą, bo główna woda, która tu jest, jest pompowana z dołu. Ona ma świetne właściwości, jeśli chodzi o minerały, wygląd, zapach, jest czysta, są tu ryby, ptaki, ale jest słona i nie nadaje się bezpośrednio do podlewania.

G&R: Pole golfowe buduje Pan zatem także w oparciu o środki publiczne. Czy taki model, który mówi o rewitalizacji terenów zdegradowanych, może być jakimś wzorem i pozwoli na budowę większej liczby pól?

M. G.: Na pewno na Śląsku tak. Te środki, o których mówiłem, dotyczą stricte terenów pogórniczych, zdegradowanych na skutek działalności wydobywczej. Oczywiście jest też górnictwo siarki, soli, więc pewnie w innych rejonach też jest to możliwe. Jest w tym jednak delikatna różnica. Tak jak mówiłem, te fundusze nie są przyznawane bezpośrednio na budowę pola golfowego, więc trzeba być bardzo ostrożnym. Jest to przywracanie terenów zielonych naturze, a przecież pole golfowe jest chyba jednym z najbardziej spektakularnych terenów zielonych. Potem trzeba bardzo delikatnie przejść do pola. Oczywiście my o tym mówimy oficjalnie. Temat jest bardzo trudny, bo jak wiadomo nikt takich terenów nie dostanie za darmo. My musieliśmy je kupić. Oczywiście tereny komercyjne muszą zarobić same na siebie. Niestety, sprzedaż domów, sklepów nie nadążyła za polem, bo pewnie mielibyśmy już pole 18-dołkowe. Powiem jednak szczerze, że po otwarciu pola na jesieni, bardzo wzrosło zapotrzebowanie na domy. Mamy ponad 30 sprzedanych i zarezerwowanych domów, zatem to ruszyło do przodu.

G&R: Czy aby zachęcić mieszkańców Bytomia do golfa, planujecie jakieś akcje, turnieje itp.?

M. G.: Muszę powiedzieć, że od 26 września, kiedy otworzyliśmy 9-dołkowe pole, to w październiku odbyło się już 7 turniejów i na każdym z nich uczestniczyło kilkadziesiąt osób, co w przypadku 9-dołkowego pola jest dobrym wynikiem. Proszę pamiętać, że jesteśmy na terenie Górnego Śląska, gdzie jest dużo ludzi i sporo golfistów grających. Jeśli chodzi o Siemianowice, samych członków jest ponad 400, u nas mamy już 123, no i mamy nadzieję, że w przyszłym sezonie ta liczba się podwoi. Pole jest inne, daje ludziom dużo do myślenia, nie jest szerokie, zapewnia golfiście zupełnie inne wrażenia niż np. Siemianowice. O potencjał golfistów bynajmniej się nie martwię. Nasz biznes plan zakłada, że wydatki na budowę pola muszą się zwrócić ze sprzedaży innych zewnętrznych obiektów. Natomiast jeśli chodzi o utrzymanie pola, zakładamy, że może jeszcze nie w przyszłym roku, ale do 2015 wyjdziemy przynajmniej na zero i stowarzyszenie będzie miało z czego żyć.

G&R: Z polskim golfem jest Pan związany od wielu lat, także jako sponsor. Czy obserwując jego rozwój na przestrzeni tych lat, jest Pan zadowolony z tego, co Pan widzi?

M.G.: Myślę, że golf w Polsce rozwija się zbyt wolno, praktycznie Czesi uciekli nam o dekadę… Natomiast bardzo cieszą mnie sukcesy naszych młodych zawodników, głównie z Wrocławia. Są doskonałymi ambasadorami polskiego golfa na zagranicznych turniejach, na których już odnoszą sukcesy. I może doczekamy się pierwszego Polaka w PGA Tour? No i oczywiście tłumu kibiców chcących oglądac golfowe turnieje na najwyższym poziomie.

fot. Golf&Roll/strzalynafairwayu.pl