Olimpijski kierunek

Lot z Europy do Rio de Janeiro wiąże się z przekroczeniem równika, gdzie znajduje się strefa silnych turbulencji. Dlatego dla wielu nie jest to najprzyjemniejsze przeżycie. Aby najłagodniej przebyć tę trasę, warto utrzymywać odpowiedni poziom alkoholu we krwi lub też skupić uwagę na programach rozrywkowych. Samoloty z Europy lądują na lotnisku najczęściej w późnych godzinach wieczornych. My stanęliśmy na południowoamerykańskim kontynencie ok. pierwszej w nocy.

Był to początek naszej podróży dookoła świata, więc wszystko było całkiem nowe. Zupełnie inna rzeczywistość, perspektywa wielu miesięcy poza domem, ba poza Europą, brak stabilizacji i pewności jutra. Lądowanie w Rio (mieszkańcy nazywają aglomerację „Cidade Maravilhosa – wspaniałe miasto”), było dla nas pewnego rodzaju wyzwaniem. Reputacja miasta znana jest nam wszystkim. Oprócz wspaniałych plaż ze słynnymi Copacabana i Ipanema na czele, znajduje się tu 950 faweli, czyli dzielnic nędzy. Miasto jest prawdziwą szachownicą, gdzie ekskluzywne dzielnice graniczą ze slumsami. Pojawiając się zatem w nocy 50 km od miasta nie wiedzieliśmy, czego się spodziewać – wojny gangów zaraz za rogiem, czy spokojnego przedmieścia. Oczywiście z perspektywy czasu, wszelkie nasze obawy wydają się zabawne, w owej chwili nie było nam jednak do śmiechu.

Szachownica klasowa
Następnego dnia wstaliśmy bardzo wcześnie, bo o 6 czasu polskiego (13 lokalnego) i w skwarze i duchocie wybraliśmy się na zwiedzanie. Co tu można zobaczyć? Między innymi dzielnicę centralną. Od poniedziałku do piątku w godzinach pracy jest w niej żywo i tłoczno. Można spotkać tu wtedy tłumy przechodniów. W pozostałym czasie jest to miejsce, którego zgodnie ze wskazówkami lokalnych, należy stanowczo unikać. Biurowce, domy, ulice, przystanki są całkowicie puste. I można z dużą dozą prawdopodobieństwa przypuszczać, że pojedyncze osoby lub niewielkie grupki przemieszczające się w cieniu budynków z pewnością nie mają przyjaznych zamiarów.

Koniecznie trzeba odwiedzić dwa sztandarowe punkty w mieście – posąg Chrystusa (do niedawna największy…), spod którego stóp rozciąga się oszałamiający widok na miasto…. jeśli tylko pogoda temu sprzyja. Drugi to Pao de Acucar, wzniesienie górujące nad zatokami Rio. Na szczyt można dojechać kolejką linową, podziwiając jednocześnie wspaniałe widoki. Fani futbolu nie mogą pominąć stadionu Maracana – największego stadionu piłkarskiego na świecie, mogącego pomieścić do 200.000 kibiców. My akurat tam nie dotarliśmy, lecz w zamian odwiedziliśmy funclub drużyny Flamengo – ówczsnego mistrza ligi krajowej. I tam przekonaliśmy się, że football jest solą życia Brazylijczyków niezależnie od płci czy wieku. W sklepie były tłumy: osoby starsze, młodzież, rodziny z dziećmi, a niemal wszyscy czekali w 2-godzinnej kolejce do przyklejenia numeru i nazwiska swojego ulubionego piłkarza na dopiero co zakupionej koszulce.

Uczta dla oczu
Brazylia, a w szczególności Rio, słynie również z kultury plażowej. W każdej wolnej chwili Carioca (mieszkańcy Rio) idą na plażę. Nie ważne czy sami czy z przyjaciółmi, zawsze znajdzie się tam ktoś znajomy. Nad wodą skąpo ubrane dziewczyny obserwują wysportowanych Brazylijczyków grających grupami w piłkę. Taki już jest rytm dnia. Wracasz ze szkoły – idziesz na plażę, wracasz z pracy – idziesz na plażę, jest weekend – idziesz na plażę. Na marginesie warto dodać, że Europejczyk, wyróżnia się na tle tłumu nie tylko kolorem skóry. Nie przesadzę jeśli napiszę że 90% Brazylijczyków wygląda niczym modele z magazynu: „Jak w 3 tygodnie zrobić kaloryfer na brzuchu”. Zatem drogie Panie, jeśli chcecie nacieszyć oczy zapraszam do Rio.

Dzielnice nędzy
Tak jak pisałem we wstępie Rio to również fawele. Znajdują się tam domy wyglądające niczym poustawiane na sobie kolorowe pudełka zapałek. Ktoś postawi jednopiętrowy dom o płaskim dachu, a już pół roku później ktoś robi na nim nadbudówkę, a później jeszcze jedną. Dlatego z bliska konstrukcja wygląda jakby się miała za chwilę przewrócić. Nic takiego jednak nie ma miejsca. Tuż za murami faweli znajdują się wspaniałe rezydencje zamożnych mieszkańców miasta. Wszystko wymieszane ze sobą bez widocznego rozgraniczenia. Największa fawela ma ponad 200 tysięcy mieszkańców! Nie są to jednak tylko ogniska nędzy i przestępczości. Wiele miejsc objętych jest nieustannym monitoringiem policji i można uznać je za całkiem bezpieczne. Jest jednak równie dużo dystryktów, do których zdecydowanie nie należy się zbliżać (warto obejrzeć filmy „Miasto Boga” i „Elitarni”). To dzielnice w których z jednej strony królują gangi narkotykowe, a z drugiej do akcji wkraczają elitarne oddziały policji – B.O.P.E, uznawane za jedne z najlepiej wyszkolonych ale i najbardziej brutalnych na świecie.

Pośród helikopterów
Z Rio udaliśmy się do Sao Paulo. To całkiem inne miasto. Jest tu zarejestrowana druga co do wielkości na świecie flota prywatnych śmigłowców. Zamożniejsi mieszkańcy poruszają się po tym lesie konstrukcji z betonu i szkła wyłącznie helikopterami. Są nawet specjalne centra handlowe przystosowane do robienia zakupów z wykorzystaniem tego środka transportu. Sao to miasto gdzie również są fawele. W przeciwieństwie do Rio nie ma ich jednak w centrum. Wszystkie znajdują się na obrzeżach miasta, zatem nie trzeba aż z tak dużą uwagą planować spacerów po mieście. Sao to ekonomiczna stolica Brazylii. Są tu wszystkie największe globalne korporacje. Nic dziwnego to największa metropolia Ameryki Południowej. Mimo iż jest to tak wielkie miasto, nie ma tu spektakularnych zabytków, które byłyby szczególnie interesujące dla zwykłego turysty. Owszem można pospacerować szerokimi alejami między wieżowcami, ale jeśli nie jesteście urbanofilami to chyba nie warto. No chyba że odwiedzamy pola golfowe…

Golf w Brazylii
I oto co mają nam do zaoferowania te dwa wspaniałe miasta. O ile grając w tropikalnym Rio możemy za gwarantowaną uznać wizytę tukana z wielkim kolorowym dziobem lub towarzyszyć znanej gwieździe sportu czy muzyki o tyle Sao Paulo jest zdecydowanie bardziej związane z golfem. To tu już na początku wieku XX pojawiły się pierwsze pola golfowe. Przyczynili się do tego japońscy emigranci, którzy osiedlili się w Sao. Jest tu wiele pól golfowych. Do ciekawszych można zaliczyć Sao Paulo Golf Club. Zostało ono założone przez brytyjskich pracowników kolejowych na początku XX wieku, jako miejsce gdzie będzie można zaznać różnych rozrywek. Rozmach klubu golfowego najlepiej opisuje cytat z „Saturday Evening Post” – „Podczas ceremonii otwarcie tego ciekawego obiektu, który łączy w sobie cechy pola golfowego, lotniska i klubu polo, samoloty latały tak nisko, iż przeraziły konia admirała, reprezentującego prezydenta Vargasa i mocno go poturbowały.” W dniu dzisiejszym pole jest otoczone z każdej strony budynkami i ruchliwymi ulicami. Odbył się tu turniej 500-lecia Sao Paulo, oraz turniej European PGA Tour.

Sao Fernando Golf Club to drugi interesujący klub w mieście, utworzony w 1958 roku. Znajduje się w odległości 40 minut jazdy samochodem z centrum. Jest znany jako jedno z najlepszych i jednocześnie najtrudniejszych pól golfowych w kraju. O czym świadczą już 4 pierwsze, długie dołki PAR 4

W Rio znajdują się tylko dwa dobrej jakości pola golfowe Gavea Golf and Country Club oraz Itanhanga Golf Club. Obydwa obiekty są prywatne i otwarte jedynie dla członków oraz gości kilku luksusowych hoteli. Gavea to krótki par 68. Woody zdecydowanie należy schować tu do torby. Pole zostało wybudowane w 1921 roku i znajduje się pomiędzy parkiem narodowym Tijuca a wybrzeżem. Pierwsza dziewiątka jest rozgrywana u stóp malowniczych gór, a kolejna już w pobliżu morza. To właśnie jedna z piękniejszych lokalizacji miasta na świecie gwarantuje zróżnicowane krajobrazy podczas gry. Dołek par trzy został uznany za jeden z najpiękniejszych na świecie. Dom klubowy to zabudowania kolonialnej farmy. Drugi klub Itanhanga gościł European PGA Tour i został założony w 1933 roku.

Ciekawostką w mieście jest Golden Green Golf Club. Jest to pole oświetlane. Jeśli więc nie chcecie grać w ciągu gorącego i parnego dnia. Rozpocznijcie rundę wieczorem nie martwiąc się o zachodzące słońce. Ostatnie dołki zagracie przy sztucznym oświetleniu.

Na jednym z tych pól odbędą się również zawody olimpijskie w 2016 roku. Po raz pierwszy od 1904 roku. Już niedługo stanie się to zatem bardzo interesujące miejsce na golfowej mapie świata.

“Golf&Roll”nr (6) 3/2011

fot. Dominik Miłowski – Gavea Golf Club