Nowa twarz Lajana

Jak sam przyznaje, jako samouk wciąż walczy ze swoimi „golfowymi” demonami, a jego marzeniem jest budzić się po każdym koncercie na polu golfowym. Wojtek „Lajan” Witczak, basista zespołu Afromental, na tyle wkręcił się w golfa, że „wykręcił” już handicap w okolicach 18, a wciąż ma ochotę na więcej. Z Lajanem rozmawiamy o jego golfowych początkach, planach i dążeniu do perfekcji, która i w golfie, i w muzyce nie jest możliwa do osiągnięcia.

G&R: Trochę nie pasujesz do obrazu stereotypowego golfisty… Muzyk, niegrzeczny chłopiec… Czy Twoi fani dziwią się, jak słyszą o Twoim hobby?

Wojciech „Lajan” Witczak: Mój fanklub doskonale zna moje hobby, cały czas mi kibicują i są na bieżąco z moimi wynikami. Już ich to nie dziwi, ale spodziewam się, że część osób, kiedy słyszy, jak spędzam swój wolny czas, myśli sobie, że chyba zwariowałem od tego rock’n’rolla [śmiech – przyp. red.].

G&R: Kiedy i w jakich okolicznościach zainteresowałeś się tą dyscypliną sportu?

Lajan: Moja pierwsza styczność z golfem miała miejsce już bardzo dawno. Wiele lat temu pojechałem na wymianę studencką do Stanów Zjednoczonych i pracowałem na jednym z tamtejszych pól golfowych. Wówczas byłem jednak z tej drugiej strony barykady – dbałem o jakość pola. Jeszcze wtedy niewiele z tego sportu rozumiałem. Byłem w szoku, że pierwsi gracze mieli tee time na 5:30 rano, aby zagrać chociaż 9 dołków przed pracą. Nie mogłem uwierzyć, że ten sport aż tak potrafi wciągać. Wróciłem do Polski i dopiero po paru latach zacząłem grać tu w kraju. To był przypadek – zadzwonił do mnie mój kumpel Hanson i powiedział: „Wpadaj na Naterki, to rzut beretem od ciebie, my tu jesteśmy, gramy i jest świetnie”. Pojechałem i tak już zostałem.

G&R: Ile i jak ciężko pracowałeś na swój obecny handicap?

Lajan: Tak naprawdę jestem totalnym samoukiem! Teraz wiem jednak, że nie jest to w przypadku golfa dobra droga. Na początku nie korzystałem z lekcji z pro, może za wyjątkiem przyjacielskich rad od Adama Mitukiewicza – dzięki za każdy poświęcony czas, Adam! Od jakiegoś czasu trenuję natomiast z trenerem Kamilem Tatarczukiem. Każdy trening otwiera mi coraz szerzej oczy, a mój handicap cały czas spada. Sport ten jest bardzo precyzyjny i ciężko oduczyć się błędnych nawyków. Podobnie jest w muzyce – jak już raz będzie się miało złe „wprawki” ćwiczeniowe, to finalnie trzeba to potem odkręcać. Tym samym jest dwa razy więcej roboty. Ja w golfie wciąż walczę ze swoimi „demonami”.

G&R: Golfiści dzielą się na tych, co spędzają dużo godzin na treningu i tych, którzy po prostu idą i grają. Do których Ty się zaliczasz?

Lajan: Akurat tu mogę co poniektórych nieco zdziwić. Zwykle przed rundą jestem na range’u już jakieś półtora godziny przed planowanym startem, żeby spokojnie przetrenować sobie wszystkie elementy gry. Dwadzieścia minut jest to dla mnie stanowczo zbyt mało czasu na rozgrzewkę. Śmieję się, że jest ze mnie trochę taki diesel – muszę być naprawdę dobrze rozgrzany, żeby pójść grać. Jeśli jednak nadarza się tylko wolna chwila, korzystam z tego czasu i „frunę” na pole golfowe. Był taki okres, że z zespołu Afromental w golfa grały nas aż cztery osoby: Łozo, który miał bardzo dobrą długą grę, Tomson, który z kolei wyróżniał się w krótkiej, czy Dziamas, nasz perkusista, który najbardziej rokował, ale przeskoczył na tenisa i przy nim został. Jednak przy golfie z całej naszej ekipy utrzymałem się tylko ja. Doszło do takiego momentu, kiedy pozostali przestali ćwiczyć, ja z kolei wziąłem się ostro do roboty. Nasz poziom gry stawał się bardzo różny i nie było w tym już przypadku, jak na początku.

G&R: Sportowe cele, plany, marzenia – masz takie?

Lajan: Kiedy gram rundę ze znajomymi, to nastawiam się przede wszystkim na przyjemność wśród pięknych okoliczności przyrody. Lecz kiedy gram turniej, to wstępuje we mnie sportowy duch. Sam sobie nie daruję i nikomu też nie! Gram na sto procent. W tym roku po raz trzeci mam przyjemność grać w cyklu Deutsche Bank Polish Masters, a moim prawdziwym marzeniem jest budzić się na polu golfowym po każdym koncercie… Mam nadzieję, że tak kiedyś będzie.

G&R: Co najbardziej lubisz w tym sporcie?

Lajan: Precyzję. Dążenie do perfekcji, która tak naprawdę nie jest możliwa do osiągnięcia. To trochę jak w muzyce, ale muzyka nie jest sportem – i tu, i tu trzeba ćwiczyć, bo miesiąc przerwy kosztuje cię kolejny miesiąc, by wrócić. Precyzyjne strzały – te najbardziej mnie cieszą.

G&R: Golf wciąż boryka się ze swoim wizerunkiem sportu dla snobów – jak to zmienić?

Lajan: Ludzie po prostu muszą trafić na pola golfowe, turnieje i zobaczyć to na własne oczy, przekonać się. A zatem przychodźcie, kibicujcie! Problemem jest to, że ludzie nie znają zasad i myślą, że ta piłka zawsze wpadnie do dziury. A jak nie wpadnie, a z ponad 200 m nie wpada w większości, to przestaje się im to podobać. Dlatego tak ważne jest, by pokazać im, o co w tym wszystkim chodzi.

G&R: Czy kogoś udało Ci się zarazić tym sportem?

Lajan: Na początku miałem taki moment, że chciałem zarażać nim wszystkich. Nikogo nie znałem w tym sporcie, ale chciałem grać i mieć przy sobie znajomych. Rozdawałem kije, piłki, graliśmy wspólnie na range’u. Parę osób zostało. Część nie – ale to naturalne. Na sport taki jak golf potrzeba czasu – jeśli się tego czasu nie poświęci, tej przyjemności z gry po prostu nie będzie. Jak mówi mój idol Gary Player: „Im więcej ćwiczysz, tym masz więcej szczęścia”.

G&R: Gdzie będziesz grał w tym sezonie, gdzie można będzie cię najczęściej spotkać?

Lajan: Uwielbiam pole Sand Valley, genialne miejsce, ludzie i klimat, a teraz i jedzenie! Mazury Golf darzę ogromnym sentymentem, bo tu zaczynałem. A miejscem, w którym trenuję i jestem najczęściej między koncertami to Sobienie Królewskie, gdzie czuję się jak w domu. Na wielu polach w Polsce jeszcze nie zagrałem, np. na Sierra Golf Club czy Przytok Golf & Resort. Plan na ten sezon? Myślę, że w tym roku je przyatakuję!

G&R: A co dzieje się u Ciebie w kwestiach zawodowych? O Afromental będzie głośno w tym roku?

Lajan: Zawodowo czuję największy ogień. Rozwijamy się, zmieniamy. Najnowszy materiał ma część każdego z nas. Po koncertach myślę o golfie, po golfie myślę o energii płynącej do mnie na koncertach. Zawsze na początku roku nie mogę się doczekać sezonu koncertowego i golfowego. Takie hybrydowe połączenie…

[fot]fot. Michał Jaworski Studio[/fot]