Golfowa mania Pelsona

„Rap to pół mojego życia, drugie pół odsypiam”, rapował w utworze „Sen na jawie” Pelson, czyli Tomek Szczepanek, jeden z członków kultowej już dzisiaj grupy Molesta Ewenement. Zapomniał dodać jednak, że w tej drugiej połowie jest jeszcze miejsce na golf.

Hip-hop jak i golf obrośnięty jest w cała masę stereotypów, a jak to bywa ze stereotypami w dużej mierze są krzywdzące, w równie dużej mierze zupełnie nieprawdziwe. Hip-hop często kojarzony jest z buntem, głosem ulicy, ale też z ciemną genezą – alkoholem, narkotykami i wszystkim tym, co nielegalne. Golf to stereotypowo kompletne przeciwieństwo – grzeczny sport, dla dżentelmenów w kamizelkach w romby, o grubym portfelu. To, co może wydawać się zupełnie do siebie nieprzystające ma jednak mianownik wspólny. „Czy garnitury są zarezerwowane wyłącznie dla biznesmenów, a tanie wina wyłącznie dla żuli?”, odpowiada Pelson. „20 lat temu Puff Daddy w jednym ze swoich teledysków puttował, a współcześnie wiele różnych „gwiazd” hip -hopu w USA gra w golfa. Za każdym razem można się zdziwić, gdy słucha się o ludzkich pasjach. Ktoś jeździ harleyem, ktoś inny skacze na spadochronie, przecież to zależy od tego, kto się czym zainteresuje. Mnie interesuje golf, zawsze zresztą byłem typem sportowca”.

GOLF
Interesuje to w tym wypadku mało powiedziane. Pelson ma hcp 8,6 jest członkiem klubu w Rajszewie, gra od 5 lat. I jak to zazwyczaj bywa, rozpoczęło się od kompletnego przypadku. „Mój kolega, Piotrek, miał przywieźć maty na driving range do trenera Kuby Ufnala na Targówek. Pojechałem z nim i zobaczyłem, że jest coś takiego jak driving range. Wcześniej myślałem, że są tylko pola golfowe. Było tam kilku Pros-ów: Kuba Ufnal, Kacper Bobala Jacek Person, Denis Heith. Oni wybijali piłki na nieprawdopodobne odległości. Bez problemu udostępnili mi kij i koszyk piłek. Okazało się, że to wcale nie jest łatwe. Od tamtego momentu codziennie przyjeżdżałem na pole i przez 3 godziny grałem. Zrobiłem zieloną kartę, byłem na polu wówczas kilka razy, ale większość czasu spędzałem na drivingu”, opowiada Pelson.

Od tego czasu każdy weekend, zwłaszcza przy okazji większego turnieju, spędza na oglądaniu golfa wraz ze znajomymi, którzy mają te samą „zabawkę” co on. A jak nie ogląda turnieju, sam gra. Ale nadal najważniejsza jest muzyka.

MUZYKA

Cel w życiu ogranicza, więc go nie mam 
Moja droga pełna pytań i przemian
Słucham dokąd idą inni, sam idę za sercem
Szukam tu prawdy o sobie i nic więcej (Pelson „Wierny Sobie”)

Jako jeden z prekursorów hip–hopu w Polsce, Pelson na rynku obecny jest od 15 lat. Pojawił się gościnnie już na pierwszej płycie Molesty Ewenement (wydanej w 1998 roku) jednego z najstarszych zespołów hip-hopowych w naszym kraju. To jest na pewno fenomen jak na tamte lata. Wówczas rap nie był puszczany w telewizji ani w radiu. Była to muzyka niszowa, której bardzo trudno było się przebić do masowej publiczności. Nie o to do końca też chodziło. „Były to trudne czasy. Internetu nie było, metro w Warszawie dopiero ruszało, na teledyski nas nie było stać, wszystko sprowadzało się do tego, by dostać się do radia. Kiedyś trzeba było błagać, aby w radiu puścili kawałki hip-hopowe. Decydowało o tym zaledwie kilka osób. Dzisiaj raczej oni nas proszą, abyśmy przyszli ze swoimi kawałkami. Kiedyś nie na rękę było puszczać nasze utwory w środkach masowego przekazu, bo nie były one zbyt grzeczne, więc hip-hop zrobił swoje imperium w sieci”, mówi Pelson.

Dzisiaj o promocje jest o wiele łatwiej, wszystko przychodzi szybciej. Internet, Facebook, You Tube sprawiły, iż każdy może udostępnić swój utwór całej rzeszy ludzi. Nie ma ograniczeń. Milion kliknięć i promocja gotowa. W latach 90. machina tak nie działała. Chłopakom z Molesty Ewenement się jednak udało. Pytanie o przyczynę wydaje się naturalne. „To kwestia wiarygodności. Nas nikt nie wymyślił, nie byliśmy żadnym boysbandem . Robiliśmy rap z podwórka, który zaistniał w całej Polsce. Nie było tam sztucznych tekstów, czy teledysków. Generalnie jeśli jesteś wiarygodny, wcześniej czy później pociągniesz za sobą ludzi.”, odpowiada Pelson.

WSPÓLNY MIANOWNIK

Może generalizuję, ale śmiem przypuszczać, iż hip-hop był obecny w pewnym etapie życia większości współczesnych 30-latków. Były kasety, które pożyczano sobie nawzajem, przegrywano, aż do momentu gdy taśma magnetofonowa nie została wciągnięta przez jamnika lub była tak zdarta, iż nie można było odróżnić poszczególnych utworów. Muzyka hip-hopowa w Polsce pojawiła się w latach 90. i porwała z sobą tłumy ówczesnej młodzieży. Ta sama historia zdarzyła się z twórcami polskiej sceny hip hopowej. „Wszyscy byliśmy wówczas zafascynowani jazdą na deskorolce. Oglądaliśmy o tym filmy, a w tle przemycane były różne kawałki. Pierwsze płyty trafiły do nas ze Stanów – House of Pain czy Beastie Boys. Ta muzyka nas porwała. Zanim nagraliśmy płytę, musiał powstać jakiś kawałek, puszczaliśmy go pośród znajomych, na domówkach. Pojawiły się głosy, że powinniśmy nagrać płytę i się udało.”

Polski hip hop przeszedł pewną drogę a co za tym idzie i metamorfozę. W latach 90. mówił przede wszystkim o blokach, o szarzyźnie, o biedzie, o monotonii, negował konsumpcjonizm, kapitalizm, katolicyzm i rożne inne -izmy. Dzisiaj zmienił się nie tylko sposób promocji muzyki czy zwiększyła się popularność hip hopu (de facto, gdy spojrzy się na listę OLIS – oficjalna lista sprzedaży –w każdym tygodniu w top 10 są co najmniej 3 wydawnictwa hip-hopowe). Zmienił się przede wszystkim sam hip-hop. „Kiedyś hip-hop bał się pieniędzy, ponieważ był przeciwko systemowi, dziś ten sam hip-hop pieniędzy się nie boi. To jest też biznes. Kiedyś wystarczyło mieć trampki i dobre rymy, dzisiaj dobrze być też fajnie ubranym. Okazuje się, że można mieć i dobre rymy, i dobre ubranie. Każdy może być kim chce, jeśli ktoś lubi być wystylizowanym, ale dobrze rapuje, to spoko.”, opowiada Pelson.

On sam również przeszedł wiele ścieżek i brał udział w wielu projektach. Z początku nagrywał z Molestą, potem był duet Vienio i Pele, następnie nagrał płytę solo. Potem płytę Parias z członkami grup Molesta i Grammatik, która uzyskała status złotej płyty. Potem znów nagrywał solo, w międzyczasie współpracował z różnymi składami. Wiele z jego utworów dotarło do ogólnopolskich list przebojów, płyty dostały nominację do nagród przemysłu fonograficznego Fryderyków, były promowane przez stacje radiowe i telewizyjne, docierało do top 10 OLiS. Muzyka Pelsona też się zmieniła. „Na Moleście byłem z bandem, robiliśmy buntowniczy rap, ale jak gram solo, robię chilloutowe kawałki. To zależy od tego, jaki mam nastrój. Nie zawsze jestem buntowniczy, czasem spokojny, lubię wówczas robić kawałki refleksyjne. Jest to też kwestia wieku, ale to w jakim jesteś wieku wyraża nasza natura i samopoczucie. Jeśli jesteś spokojny, nie znaczy, że masz 60 lat. To jest kwestia podejścia. Rolling Stonesi mogą nagrywać cały czas agresywne kawałki, ale mogą stworzyć balladę, która ma w sobie taką samą moc”.

Wracając do początku, czyli do pytania, które na pewno niejednemu statecznemu golfiście może przyjść na myśl, co ma wspólnego golf z hip–hopem Pelson odpowiada: „Hip-hop daje mi poczucie wolności, tak samo jak golf. To, co widzą ludzie, jak postrzegają pewne rzeczy, to stereotypy, to ocena. Ja tego unikam przez całe życie. To nie ma nic wspólnego z grą, wychodzisz na pole, a tu nie liczy się to, czym przyjechałeś na to pole, liczy się twoja gra, twój wynik, to jest najważniejsze. Cała otoczka jest zupełnie nieważna”.