Artur Gromadzki: Entuzjasta z zasadami [WYWIAD]

Zrobiłby wiele, by wypromować golfa w Polsce i obalić stereotypy z nim związane. Dlatego cieszy się, gdy na jego pole tłumnie przyjeżdżają okoliczne dzieciaki i uczestniczą w darmowych lekcjach gry. Ale docenia też momenty ciszy, w których jedynymi gośćmi na spowitych mgłą fairwayach zostają sarny, dziki i zające… O tym, jakie wyzwania, ale i satysfakcję daje posiadanie pola golfowego, opowiedział nam Artur Gromadzki, właściciel Modrego Lasu.

G&R: Co właściciel Modrego Lasu, czyli pola uznawanego za najpiękniejsze w Polsce, lubi w nim najbardziej?

Artur Gromadzki: Moment, gdy po całym dniu golfiści już wyjeżdżają, na polu robi się cisza, przerywana jedynie śpiewem ptaków. Uwielbiam spędzać letnie poranki i wieczory w naszych szwedzkich domkach lub pokojach gościnnych. O świcie, jeszcze przed szóstą rano, siadam z kawą na tarasie i obserwuję budzącą się do życia naturę. Patrzę, jak gęś prowadzi przez szesnasty fairway swoje maluchy do wody, przyglądam się ciekawskiemu lisowi, zającom czmychającym w trawy lub nawet płochliwym bobrom. I wracam wspomnieniami do czasów, gdy jeszcze jako młody chłopak chodziłem tutaj na polowania. A były to lata, kiedy zwierzynę – w szczególności kaczki, sarny i dziki – odławiało się dla jedzenia, a nie przyjemności. Bardzo dobrze znam tereny, lasy i jeziora wokół rodzinnego Choszczna, dlatego te nieskażone przemysłem tereny są niezwykle bliskie mojemu sercu.

G&R: Czyli kupił Pan grunty, by chronić środowisko naturalne w pobliżu domu rodzinnego. A skąd zatem golf?

A.G.: Gdy mur berliński upadł i otworzyły się możliwości inwestycji, to kupiłem tutejsze ziemie, jednak wcale nie z zamiarem budowy pola. Ten pomysł zawdzięczam szwajcarskiemu koledze, architektowi takich obiektów. Nie znałem się na golfie, ale on naciskał, że chciałby obejrzeć moje grunty, bo być może nadają się na pole. I choć tłumaczyłem, że w Polsce ten sport właściwie nie istnieje, to przy kolejnym piwie zgodziłem się pokazać mu ziemie. A jak zobaczył, to… nie było odwrotu.

G&R: I choć nie wiedział Pan za dużo o golfie, to zdecydował się zainwestować w 18-dołkowe pole, zapraszając do współpracy samego Gary’ego Playera – legendę i ikonę tego sportu?

A. G.: Życie mnie nauczyło, że jak człowiek się na czymś nie zna, to musi oddać to profesjonalistom, a najlepiej wtedy im zaufać i się do ich pracy nie mieszać. Podczas budowy pola, czasem wydawało mi się, że można coś zrobić lepiej czy inaczej, ale jestem zadowolony, że nie wtrącałem się do budowy i oddałem całą sprawą w ręce najlepszych na świecie. Ekipa Gary’ego dowiodła, że jest fenomenalna. Gdy zobaczyłem efekt finalny, to było „wielkie wow”. Choć wiedziałem, że obiekt jest świetny jakościowo (chociażby dlatego, że doskonały drenaż pozwala na grę już trzy godziny po wielkiej ulewie), to dużo czasu musiało upłynąć, abym w pełni docenił jego piękno.

G&R: Jak to? Dlaczego?

A. G.: Dużo komplementów spływało od początku, ale myślałem, że to zwykłe pochlebstwa – bo co innego można powiedzieć właścicielowi? Dopiero, gdy zacząłem jeździć po innych polach, dostrzegłem, że rzeczywiście nie mają porównania. Dziś nie zmieniłbym nic w naszym projekcie. Każdy dołek jest inny, każdy fragment ma swój charakter. No i ta niesamowita piękna polska natura! Grałem w różnych zakątkach świata, zimą chociażby na Florydzie, i owszem ciekawie jest obserwować aligatory kroczące po fairwayu, ale w krzaki, w których można napotkać siedem gatunków jadowitch węży, lepiej nie wchodzić w poszukiwaniu piłki. Gdzie, jak nie w Polsce, można bez obaw zanurzyć się w gąszcz traw lub trzcin, bez obaw, że coś niebezpiecznego cię ugryzie? Według mnie Polska ma doskonałe tereny na pola golfowe i dobry klimat. W kolebce golfa, Szkocji, ciągle leje i wieje, w Portugalii latem nie da się wytrzymać od upałów, podobnie jak w Tajlandii, gdzie pola z palmami, owszem, pięknie wyglądają na zdjęciach, ale to u nas klimat sprzyja przez blisko 9 miesięcy w roku.

G&R: Modry Las jest bardzo dobrze odbierany przez lokalną społeczność. Czy na początku nie było jednak obaw, że powstaje ekskluzywny obiekt?

A. G.: Reakcje zawsze były pozytywne. Ludzie liczyli, że gdy w mieście powiatowym, w którym niewiele się na co dzień dzieje, powstanie pole golfowe, to i oni będą coś z tego mieli. A ja starałem się w jakiś sposób „oddać” miastu te tereny, przysłużyć się naszej lokalnej społeczności. Cały czas staramy się współpracować z tutejszymi firmami. Dbamy o dobre relacje z władzami Choszczna, robimy, co możemy, dla młodych ludzi. Młodzież do lat 18 ma darmowe członkostwo, opłacają tylko składkę do PZG. W każdą niedzielę organizujemy darmowe lekcje dla dzieci i cieszy nas, gdy przychodzi coraz więcej chętnych. Mam znajomych z podstawówki czy ze studiów, którzy wciąż tu żyją, i teraz podczas wspólnej rundy golfa wspominamy, jak w dzieciństwie razem bawiliśmy się na podwórku. To ważne, żeby ludzie z okolic korzystali z jednego z najpiękniejszych pól w Europie. Niestety, nie każdy z nich uświadamia sobie, jakiej klasy obiekt ma pod domem…

G&R: Klasy światowej, czego dowodzą chociażby liczne wyróżnienia w branżowych mediach.

A.G.: To prawda. Takie nagrody, jak obecność w pierwszej setce najlepszych pól Europy (z grona 5 tys.), trzy golfowe oscary od World Golf Award przyznawane dla najlepszych miejsc golfowych na świecie czy wyróżnienia od Polish Golf Award dają satysfakcję. Wielką frajdę przyniósł nam 2015 rok, gdy dostaliśmy zaproszenie na 80. urodziny Gary’ego Playera do RPA. Bo choć była tam cała śmietanka golfowego świata, to ze wszystkich pól projektu Gary’ego jedynie trzech właścicieli zostało zaproszonych i to my znaleźliśmy się w tym gronie. Jednak prowadzenie pola to nie tylko miłe momenty, bo zdarzało się też wiele trudnych i kryzysowych chwil.

G&R: Co jest najtrudniejsze w byciu właścicielem pola?

A. G.: Posiadanie takiego obiektu w kraju, w którym golf obrośnięty jest masą stereotypów. Postrzegany jest jako sport elitarny i bardzo powoli rośnie jego zrozumienie. Według mnie golf nie będzie się dynamicznie rozwijał, dopóki nie wychowamy golfowego Małysza czy Fibaka, który zachęci do jego uprawiania młodych i dopóki rząd nie ureguluje statusu podatkowego, czyli nie przestanie traktować pól jako piątego koła u wozu. Na całym świecie pola są opodatkowane jak obiekty rolne. Dlaczego zatem u nas hektary trawy można opodatkować jak fabrykę? W bardzo wielu krajach golf jest sportem masowym. Na świecie uprawia go blisko 200 mln ludzi. W USA gra 15 mln ludzi, czyli 8 procent społeczeństwa – zarówno młodzi, starzy, biedni i bogaci. Amerykanie, Brytyjczycy, Skandynawowie czy inne narody już dawno dostrzegły, że golf to sport, który przedłuża życie, pozwala na niekontuzjogenny ruch na świeżym powietrzu. U nas gra 0,04% społeczeństwa w najlepszym razie. Ale co tu sięgać daleko – obok w Czechach, gdzie prawnie uregulowano ten sport, jest już ponad sto pól golfowych i ponad 60 tysięcy grających, a Czesi wychowali wspaniałą golfistkę, olimpijkę Karlę Spilkovą, która piękną grą i wdziękiem sławi swój kraj w świecie.

G&R: Gdyby potencjalny inwestor powiedział, że chce wybudować w Polsce pole golfowe, to powiedziałby mu Pan…

A. G.: Że dołączy do grona entuzjastów, a raczej takich zwariowanych zapaleńców i filantropów jak ja. Bo póki co pola nie są dochodowe. Można mieć z nich satysfakcję, ale nie pieniądze. Jednak… inwestujcie, bo im więcej pól, tym lepiej. Nie będziemy dla siebie konkurencją – większe skupiska pól generują większy ruch turystyczny i rozwijają turystykę golfową, o którą zabiega dużo krajów.

G&R: Jakie ma Pan plany inwestycyjne na ten rok? Na jakim etapie jest budowa domku klubowego?

A. G.: Budynek w stanie surowym jest skończony, trwają prace wykończeniowe. Jednak ma on kubaturę aż 2000 m2, więc to duże wyzwanie. Być może do użytku oddamy w tym roku pokoje gościnne na piętrze. Częściowo chcemy też otworzyć restaurację, ale oficjalne otwarcie planujemy na przyszły rok. Jeśli zdrowie pozwoli Gary’emu Playerowi na podróż do Choszczna, to zapewnił nas, że zaszczyci nas swoją obecnością. W dalszych planach myślimy o inwestycji w położony na polu dom spokojnej starości, co uwzględnia już plan zagospodarowania przestrzennego.

Anna Kalinowska/Golf&Roll nr 1/2017

[fot]fot. materiały promocyjne Modrego Lasu[/fot]